czwartek, 19 kwietnia 2012

Czesław Miłosz - Biedny chrześcijanin patrzy na getto

Mieczysław Jurgielewicz, Chrystus frasobliwy, drzeworyt

Pszczoły obudowują czerwoną wątrobę
Mrówki obudowują czarną kość
Rozpoczyna się rodzieranie, deptanie jedwabi,
Rozpoczyna się tłuczenie szkła, drzewa, miedzi, niklu, srebra, pian

Gipsowych, blach, strun, trąbek, kiści, kul, kryształów -
Pyk! Fosforyczny ogień z żółtych ścian
Pochłania ludzkie i zwierzęce włosie.

Pszczoły odbudowują plastry płuc,
Mrówki odbudowują białą kość,
Rozdzierany jak papier, kauczuk, płótno, skóra, len,
Włókna, materie, celuloza, włos, wężowa łyska, druty
Wali się w ogniu dach, ściana i żar ogarnia fundament.
Jest już tylko piaszczysta, zdeptana z jednym drzewem bez liści
Ziemia. 

Powoli, drążąc tunel posuwa się strażnik - kret
Z małą czerwoną latarką przypiętą na czole.
Dotyka ciał pogrzebanych, liczy, przedziera się dalej,
Rozróżnia ludzki popiół po tęczującym oparze,
Popiół każdego człowieka po innej barwie tęczy.
Pszczoły odbudowują czerwony ślad,
Mrówki odbudowują miejsce po moim ciele.

Boję się, tak się boję strażnika - kreta.
Jego powieka obrzmiała jak u patriarchy,
Który siadywał dużo w blasku świec
Czytając wielką księgę gatunku.
Cóż powiem mu, ja, Żyd Nowego Testamentu,
Czekający od dwóch tysięcy lat na powrót Jezusa?
Może rozbite ciało wyda mnie jego spojrzeniu
I policzy mnie między pomocników śmierci
Nieobrzezanych.

środa, 18 kwietnia 2012

Tadeusz Borowski - Modlitwa o zapomnienie



...a jednak wierzę, że w piersiach ludzi
wstanie straszliwy płacz i groby wzruszy.
I będą wołać umarłych i budzić
zamordowanych...

I ważyć będą w dłoniach zgniły proch,
i ku niebu wznosić twarze, krzycząc.
Lecz próżny będzie pustej skruchy szloch
i łza goryczy.

Bo nadejdą umarli z ziemi i z mórz,
z błota obozów, ze strzeleckich wnęk,
a w piersiach - bagnet, kula, nóż,
a w oczach - rozpacz, nienawiść i lęk.

Nadejdą opuchnięci z głodu
i nie będą już chcieli chleba,
nadejdą zadławieni gazem
i nie będą już chcieli powietrza,

nadejdą zakłuci bagnetem
i nie będą już chcieli bandaży,
nadejdą spaleni żywcem
i nie będą już chcieli wody,

nadejdą matki ciężarne,
nadejdą dzieci bezmyślne,
których popiół rozgarnął
nurt w Wiśle,

nadejdą prost dziewczęta
z Brzezinek, z Bergen, z Palmir
i będą patrzeć natrętnie
w oczy żandarmom,

nadejdą mężczyźni w szarżach,
kolumnami po kilka tysięcy,
i będą żywych oskarżać
podnosząc związane ręce -- --

i otworzy się grobowa zieleń,
jak przeżarte zgnilizną piersi,
i powstaną z dołów moi przyjaciele
znaczeni pogardą śmierci,

i odgarną z czoła rdzę i pleśń,
prostym ruchem przebudzonych dzieci,
i nadejdą niosąc skargę jak pieśń
przeciw żywym - umarli poeci -- --

i przyjdą ludzie z otchłani wiecznej,
z nieba i z czyśćca, i z piekieł,
żeby sądzić sądem ostatecznym
ciało żywego człowieka.

I wierzę jeszcze, że zamordowani
nie znajdą serca dla przebaczenia.
Umarłych  i żywych Boże, Mścicielu
                                                                  Zamordowanych,
daj łaskę Zapomnienia -- --

wtorek, 3 kwietnia 2012

Miron Białoszewski - 3 kwietnia

Leopold Lewicki, na ulicy, akwaforta, 1931/32


3 KWIETNIA

biernie wynurzam się z bloku
na goły chodnik

blada wiosna
przezroczysta

jestem stare palto!

pręd-ko do swojego bunkra
na dziewiąte piętro

Miron Białoszewski - Retro-swetro

RETRO-SWETRO-
kamizelkę
Przysłała mi Danusia.
Ileś bab z zazdrości siusia.
Ja patrzę na termometro:
Poniżej plus dziesięciu?
Nakładam
Idę
-- Co wolno księciu
-- Od niechcenia...

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Marek Janiak - Poemat o wielkich cycach. WIELKIE CYCE

  WIELKIE CYCE                                                           DIE GROSSE ZITZEN
    POTWORNIE WIELKIE CYCE                               MONSTRÖSE, GROSSE ZITZEN
  JAK WIADRA                                                            WIE ZWEI KÜBELN
CHOLERNIE POJEMNE WIADRA                            VERFLUCHTE UMFANGREICHE
  WIELKIE                                                                       DIE GROSSE
  OGROMNE CYCKI                                                      GROBARTIGE ZITZEN
BRODAWY JAK TALERZE                              DIE BRUSTWARZ WIE TORTENPLATTEN
  OGROMNE CYCE                                                        SCHWERE SACKE MIT SAND
CIĘZKIE JAK WORY Z PIACHEM                            GROSSE
WIELKIE                                                                         KERNIGE
JĘDRNE                                                                           HERAUBEKOMMENE
NADWIESZONE ROZKOŁYSANE CYCE            WIE REIFE KURBISE
OGROMNE                                                                     EVENTUALL
   JAK DOJRZAŁE DYNIE                                           WIE BEIDE WELTKUGELN
ALBO JAK KULE ZIEMSKIE                                      MASSIGE
  WIELKICH ROZMIARÓW                                        HOCHS GROSSE
MONSTRUALNE                                                           WIE ZISTERNEN
ROZWALONE                                                                      /AUS GUMMI APROPOS/
POTĘŻNE                                                    
   WYBITNE                                                                                    
NIEWYOBRAŻALNE----
WIELKIE CYCE

JAK CYSTERNY /Z GUMY ZRESZTĄ

01.04. 1982                                                                                   ubersetzung a. kwietniewski


Marek Janiak, wielkie cyce, [z Tanga]

Janusz Dziubak - "Wenus"

   Lśniące oczy
  Anielskich włosów
  Szatański blask
  Rozjaśniający
  Uśpiony usmiech
  Dziecięcej barwy ciało
  Kształtów i tajemnic
I twe rączki
Zakrywające
Cycki i pizdę

I twe rączki
Zakrywające
Cycki i pizdę

poniedziałek, 13 lutego 2012

Józef Wittlin - Litania

Mieczysław Choynowski, Koło udręki, 1932, publ. Wiadomości Literackie


O wszystkim, co się teraz dzieje - milczę.
Milczę o moich bliźnich w poniżeniu.
Milczę o bliźnich moich w pohańbieniu.
Milczę o Polsce po śmierci Marszałka,
O głodzie głodnych, o sytości sytych,
O wszystkich w boju nierównym pobitych.
Milczę o nędzy wsi i doli chłopa.
Milczę o nędzy miast i bezrobociu.
Milczę o mroku w duszach gnębicieli.
Milczę o mroku w duszach pognębionych.
Milczę o szczuciu ludzi przeciw ludziom.
Milczę o biciu bezbronnych i słabych.
I o istnieniu Berezy Kartuskiej,
I o kajdanach na rękach poety.
(O tobie milczę też, panie cenzorze,
Więc nie konfiskuj mojego milczenia.)

Milczę o wszystkim, co z mego sumienia
Czyni nieczystą, krwawą, ropną ranę.
Milczę o wszystkim, co gardziel mi dusi.
Milczę o zmorach, które noc mi kładzie
Na sercu pełnym grozy i goryczy.
Z czeluści piekieł, które się rozwarły,
Dusza milczeniem krzyczy.

Milczę o wszystkich zbrodniach, które widzę.
Milczę o wszystkich uzbrojonych tchórzach.
O tonach krwi, wylanych nadaremnie.
Milczę o wojnach, które już się toczą.
Milczę o wojnach, co jutro wybuchną.
Milczę o dzieciach w trupiarni Madrytu.
Milczę o łasce bomb i iperytu.
Milczę o wszystkich procesach moskiewskich.
Milczę o diable, co po świecie chodzi.

Panie, co sądzisz słowa me i czyny,
Nie karz mnie srogo za moje milczenie.

1937

czwartek, 9 lutego 2012

Jarosław Górski - lepiej

Lepiej gwoździe wbijać w pałkę, niż z Warzechą pić gorzałkę.

Spośród licznych powodów, tu znajdziecie kolejny http://lukaszwarzecha.salon24.pl/388989,jak-zachwyca-skoro-nie-zachwyca

No i wreszcie kwestia świeckiego pogrzebu. Szymborska miała, rzecz jasna, pełne prawo takiej właśnie ceremonii sobie zażyczyć. Ja natomiast mam pełne prawo uznać, że jest to rodzaj bardzo jednoznacznej demonstracji światopoglądowej zza grobu – zwłaszcza w kraju, gdzie katolicki pogrzeb mogły mieć nawet takie postaci lewicy jak ś.p. Jerzy Szmajdziński.

Arthur Rimbaud - Biedni ludzie w kościele

Mela Muter, Kalwaria bretońska, 1906
Wtłoczeni w kąty wilgotne kościoła,
Co dech ich studzi, w ław dębowych cieśni,
K'pozłocie chóru obróciwszy czoła,
Z dwudziestu gardeł zbożne ryczą pieśni.

Zapachy wosku chłonąc jak woń chleba,
Szczęśliwi, korni jak psy pod batogiem,
Ubodzy w Panu, ci wybrańcy nieba
Śmieszne Oremus składają przed Bogiem.

Po sześciu znojnych dniach spocząć na gładkiej
Ławie - dla kobiet jakaż to ponęta,
Tam w dziwny kożuch zakutane matki
Muszą płaczące tulić niemowlęta.

Tam pierś ich brudna! Zup zjadaczki blade
Patrzą tam z prośbą, której nie wypowie
Oko, na chłystków złośliwą gromadę
Z kapeluszami zmiętymi na głowie.

W domu chłód, zimno i mąż pijanica...
To nic... Chwileczkę!... Potem niech je zdepce
Trud... Teraz wokół charkot, poszept, lica
Starych babinek postrojonych w czepce;

Epileptycy, tłum szaleńców wraży,
Których się człowiek w drodze nierad czepi;
Nosem łypiący zaduch brewiarzy,
Przez psy w podwórza wprowadzani ślepi;

Wszyscy, żebraczą ośliniając wiarę,
Ślą nieustanne skargi Jezusowi,
Którego okien malowidła stare
Wskroś pożółciły. Próśb ich nie ułowi:

Śni od wychudłych i opasłych z dala,
Precz od łachmanów i od mięsa woni.
A zaś wybrańsza płynie modłów fala,
Mistyczność w ton się szczególny rozdzwoni,

Gdy silny uśmiech i jedwabne szaty
Z naw się wychylą, w których gaśnie słońce,
Gdy u kropielnic szereg dam bogaty
Całują chorzy w długich palców końce.

tłum. J. Kasprowicz

wtorek, 7 lutego 2012

Konstanty Ildefons Gałczyński - Strasna zaba

Jagna Wróblewska, Żaba


wiersz dla sepleniących

Pewna pani na Marszałkowskiej
kupowała synkę z groskiem
w towazystwie swego męza, ponurego draba;

wychodzą ze sklepu, pani w sloch,
w ksyk i w lament: - Męzu, och, och!
popats, popats, jaka strasna zaba!

Mąz był wyżsy uzędnik, psetarł mgłę w okulaze
i mowi: - Zecywiście cos skace po trotuaze!

cy to zaba, cy tez nie,
w kazdym razie ja tym zainteresuję się;

zaraz zadzwonię do Cesława,
a Cesław niech zadzwoni do Symona -
nie wypada, zeby Warsawa
była na "takie coś" narazona.

Dzwonili, dzwonili i po tsech latach
wrescie schwytano zabę koło Nowego Świata;
a zeby sprawa zaby nie odesła w mglistość,
uządzono historycną urocystość;

ustawiono trybuny,
spędzono tłumy,
"Stselców" i "Federastów"
- Słowem, całe miasto.

Potem na trybunę wesła Wysoka Figura
i kiedy odgzmiały wsystkie "hurra",
Wysoka Figura zece tak:

- Wspólnym wysiłkiem ządu i społecenstwa
pozbyliśmy się zabiego bezecenstwa -
panowie, do gory głowy i syje!

A społecenstwo: - Zecywiscie,
dobze, ze tę zabę złapaliście,
wsyscy pseto zawołajmy: "Niech zyje!"

1936

Lopez Mausere [Wojciech Stamm] - Czy mała zielona żabka może być prostytutką

Jacques de Gheyn II, Studium żaby


-Czy mała zielona żabka
może być prostytutką?
-Czy mała zielona pluszowa żabka
może być prostytutką
-Czy mała zielona pluszowa żabka, która już
spleśniała, może być prostytutką?

- Nie, nie, nie.

poniedziałek, 6 lutego 2012

Leopold Staff - Wyżeł

Fousek


Jak niechybne dojrzałej jesieni oznaki,
Gdy ścierń pozłaca brązem doliny i wzgórki,
Wychodzą w pola, puste po rojnych dniach zbiórki,
Myśliwy z psem szukając łowieckiej poszlaki.

5trzelec, wsłuchany w wiatru świst w lufach dwururki,
Ostrożną stopą czujnie kroczy przez buraki
Za wyżłem, co zatacza koła i zygzaki
Po zagonie pachnącym wietrznymi przepiórki.

Nagle pies staje... Pada strzał... I zlękły szarak
Umyka, co sił w skokach, wpadając w tatarak,
Którym zarasta w dok bliskie polne źródło.

I gdy strzelec beztroską zlekceważa pudło,
Pies, zachowując zaszczyt wytropienia cały,
Wciąga w nozdrza dym prochu, kadzidło swej chwały.

Zbigniew Sajnóg - ***

Miesiączkuje woźna, zima będzie mroźna

środa, 1 lutego 2012

Wisława Szymborska - Koniec i początek

Koniec i początek

Po każdej wojnie
ktoś musi posprzątać.
Jaki taki porządek
sam się przecież nie zrobi.

Ktoś musi zepchnąć gruzy
na pobocza dróg,
żeby mogły przejechać
wozy pełne trupów.

Ktoś musi grzęznąc
w szlamie i popiele,
sprężynach kanap,
drzazgach szkła
i krwawych szmatach.

Ktoś musi przywlec belkę
do podparcia ściany,
ktoś oszklić okno
i osadzić drzwi na zawiasach.

Fotogeniczne to nie jest
i wymaga lat.
Wszystkie kamery wyjechały już
na inną wojnę.

Mosty trzeba z powrotem
i dworce na nowo.
W strzępach będą rękawy
od zakasywania.

Ktoś z miotłą w rękach
wspomina jeszcze jak było.
Ktoś słucha
przytakując nie urwaną głową.
Ale już w ich pobliżu
zaczną kręcić się tacy,
których to będzie nudzić.

Ktoś czasem jeszcze
wykopie spod krzaka
przeżarte rdzą argumenty
i poprzenosi je na stos odpadków.

Ci, co wiedzieli
o co tutaj szło,
muszą ustąpić miejsca tym,
co wiedzą mało.
I mniej niż mało.
I wreszcie tyle co nic.

W trawie, która porosła
przyczyny i skutki,
musi ktoś sobie leżeć
z kłosem w zębach
i gapić się na chmury.

Wisława Szymborska - Kot w pustym mieszkaniu

Adam Bunsch, Kot


Umrzeć - tego nie robi się kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.

Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.

Coś się tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.

Do wszystkich szaf się zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.

Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
ze tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
I żadnych skoków pisków na początek.