Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klasycy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klasycy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 września 2010

Marcin Świetlicki - Pobojowisko

Leży przy moim boku udaje że śpi czy coś ładnego zostanie z tych zniszczeń?
już zabiliśmy wszystko jasne ćmy szyb dotykają z obu stron
tym czasem cicho sto razy zaznaczała że mnie nie chce
wypróbowałem jednak wszystkie męskie sposoby
jest
jest przy moim boku na cudzym tapczanie
przegrała zwyciężyła
zwyciężyłem przegrałem
leży
ubrany usiadłem daleko siedzę i palę papierosa patrzę przewrócone
stłuczone dwie szklanki z herbatą popielniczka a w niej dwa długie niedopałki
kiedy otworzy oczy ja otworzę ogień!!!!

wtorek, 10 sierpnia 2010

Czesław Miłosz - Przy piwoniach

                                                   Józef Pankiewicz, Piwonie, 1923 

Piwonie kwitną, białe i różowe,

A w środku każdej, jak w pachnącym dzbanie,
Gromady żuczków prowadzą rozmowę,
Bo kwiat jest dany żuczkom na mieszkanie.

Matka nad klombem z piwoniami staje,
Sięga po jedną i płatki rozchyla,
I długo patrzy w piwoniowe kraje,
Dla których rokiem bywa jedna chwila.

Potem kwiat puszcza i, co sama myśli,
Głośno i dzieciom, i sobie powtarza.
A wiatr kołysze zielonymi liśćmi
I cętki światła biegają po twarzach.

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Konstanty Ildefons Gałczyński - Niedziela w Brukseli

Mówcie sobie, co chcecie,
Bruksela ma swój czar:
Dobrze w deszcz chodzić koło
Galerie des Beaux Arts.

Piwo zaraz na rogu,
pod wywieszką "Ange d'or",
a owoce i kwiaty
naprzeciw Gare du Nord;

tamże, jeśli ochota
na dziewczyny i dzban
najzlocistszy (gdy słota):
Hôtel Duc de Brabant.

Na bułki "pistolety",
na kawę mówili "fyltr".
Ciężka Wenus belgijska
nosi we włosach mirt -

więc pan siada, powiada:
- Oh, mademoiselle,
(do tej Wenus) ja proszę:
embrassons nous, ma belle.

Oczywiście całuje,
tuż pod uchem, ol tam...
Jest niedziela w Brukseli
w Hôtel Duc de Brabant.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - -

A wieczorem, kochani,
a wieczorem - oh, yes!
chodzą Amerykanie
i śmieją się do lez;

zatrzymują tramwaje,
grają psalm na gitarach,
księży c z nieba ściągają
za półtora dolara;

ulica jak tanecznica
przed wariatami mknie;
wpinają jej tulipan
we włosy jak we mgłę.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

To niedziela w Brukseli
nad nami i przed nami -
srebrne drzewo dzwoniące
obwieszone
papugami.

poniedziałek, 24 maja 2010

Marcin Świetlicki - Pięć wierszy religijnych

1

Maciek Świetlicki mówi:
- Ja wiem, to jest ten pan,
którego ojciec zabił. 

Cały Nowy Testament
w jednym zdaniu.
Co dalej? 

2
Maciek Świetlicki wie również o piekle.
Ktoś mu musiał nagadać.
Pójdę do piekła, tatusiu. 

Nie pójdziesz. Jestem niegrzeczny.
Wiem, że pójdę. Nie pójdziesz. Na pewno.
A pamiętasz, jak cię kopnąłem? Pamiętasz? 

3
Boże Ciało, pół Rynku lub trzy czwarte Rynku
oblepione wiernymi. Czemuś jestem wierny,
więc czuję się u siebie. 

4
Jeśli to prawda,
że mówi przeze mnie szatan
Bóg się zlituje
i wyrwie mi język. 

5
Odstąpią wody.
Odsłonią wzgórze łotrów
zawieszonych głowami w dół. 

Odsłonią niebo
pełne szarych roślin.

środa, 21 kwietnia 2010

Zbigniew Herbert - Trzy studia na temat realizmu

1

Ci którzy malują małe lusterka jezior
obłoki i łabędzie sceny przy strumieniu
ci którzy jak nikt potrafią oddać słodycz snu
nagie ramię pod głową otwarty liść i niebo
a jeśli już odważą się opowiadać morze
łatwo mieszczą to słowo w ustach o brzegach różowych

oni noszą nas w małych koszykach z wikliny
i składają na piersi z której piliśmy ongi 
nie krzyczmy na nich że świat ich bez burzy
zwiędnie jak kwiat zerwany o zachodzie słońca
ich mała krągła ciepła rzeczywistość 
jak policzek pasterza kiedy gra na flecie 
oni myśleli że znajdziemy szczęście 
w zacisznym sercu krajobrazu z tęczą

2

ci którzy malują wnętrza golarni
niechlujne staruszki osły i warzywa
sceny pijackie brutalnych żołdaków 
wszystko to ciężkim i brązowym ugrem 
a promień światła który się przedziera 
między belkami okopconej izby 
na stół upada na nim porzucone 
soczyste żółcie omglone błękity 
promień jest na to aby na nim ostrzyć
surowy pędzel zgarbionego mistrza

więc przenikają wnętrza czynszowych kamienic
i zaglądają w serce jak w mieszek srebrników
i tylko widzą ślepca który liczy perły
dziewczynę pohańbioną bitych oszukanych
ciemny płacz nisko i sznury na strychu

o jasną wodę potopów
uprasza pędzel

3

na koniec oni
autorzy płócien podzielonych na prawą stronę i lewą stronę
który znają tylko dwa kolory
kolor tak i kolor nie
wynalazcy prostych symbolów
otwartych dłoni i zaciśniętych pięści
śpiewu i płaczu 
ptaków i pocisków
uśmiechów i szczerzenia zębów

którzy mówią
potem kiedy zamieszkamy w owocach
będziemy używali subtelnego koloru "może"
i "pod pewnym warunkiem" o perłowym połysku
ale teraz ćwiczymy dwa chóry
i na pustą scenę
pod oślepiające światło
rzucamy ciebie
z okrzykiem: wybieraj póki czas
wybieraj na co czekasz
wybieraj

I aby ci pomóc nieznacznie popychamy języczek wagi

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Czesław Miłosz - Campo di Fiori

W Rzymie na Campo di Fiori
Kosze oliwek i cytryn,
Bruk opryskany winem
I odłamkami kwiatów.
Różowe owoce morza
Sypią na stoły przekupnie,
Naręcza ciemnych winogron
Padają na puch brzoskwini.

Tu na tym właśnie placu
Spalono Giordana Bruna,
Kat płomień stosu zażegnął
W kole ciekawej gawiedzi.
A ledwo płomień przygasnął,
Znów pełne były tawerny,
Kosze oliwek i cytryn
Nieśli przekupnie na głowach.

Wspomniałem Campo di Fiori
W Warszawie przy karuzeli,
W pogodny wieczór wiosenny,
Przy dźwiękach skocznej muzyki.
Salwy za murem getta
Głuszyła skoczna melodia
I wzlatywały pary
Wysoko w pogodne niebo.

Czasem wiatr z domów płonących
Przynosił czarne latawce,
Łapali skrawki w powietrzu
Jadący na karuzeli.
Rozwiewał suknie dziewczynom
Ten wiatr od domów płonących,
Śmiały się tłumy wesołe
W czas pięknej warszawskiej niedzieli.

Morał ktoś może wyczyta,
Że lud warszawski czy rzymski
Handluje, bawi się, kocha
Mijając męczeńskie stosy.
Inny ktoś morał wyczyta
O rzeczy ludzkich mijaniu,
O zapomnieniu, co rośnie,
Nim jeszcze płomień przygasnął.

Ja jednak wtedy myślałem
O samotności ginących.
O tym, że kiedy Giordano
Wstępował na rusztowanie,
Nie znalazł w ludzkim języku
Ani jednego wyrazu,
Aby nim ludzkość pożegnać,
Tę ludzkość, która zostaje.

Już biegli wychylać wino,
Sprzedawać białe rozgwiazdy,
Kosze oliwek i cytryn
Nieśli w wesołym gwarze.
I był już od nich odległy,
Jakby minęły wieki,
A oni chwilę czekali
Na jego odlot w pożarze.

I ci ginący, samotni,
Już zapomniani od świata,
Język nasz stał się im obcy
Jak język dawnej planety.
Aż wszystko będzie legendą
I wtedy po wielu latach
Na nowym Campo di Fiori
Bunt wznieci słowo poety.

niedziela, 21 lutego 2010

Konstanty Ildefons Gałczyński - Wróci wiosna baronowo

Mówisz, ze cię miłość mierzi,
zmierź mnie sobie, wołasz, zmierź!
Spójrz, powiadasz, to są piersi?
kogóż natchnie taka pierś?

A ja twierdzę: - Baronowo,
wkrótce minie zima, a
z wiosną zaczną się na nowo
nasze słodkie TRULLA LA.

Znowu będę twój Don Diego,
znowu księżyc, znowu bzy,
jak u Pawła Zeraldiego
sitwa zmysłów: "Ja i TY".

I nie powie stary baron
więcej do mnie paszoł won,
nie wypchnie na bruk z gitarą,
bowiem w grobie leży on.

Czarna kryje go pydżama,
biedak gonił resztką sił,
tak jak stał, w salonie zamarzł,
bo lufcik otwarty był.

Zły baronie, dobrze tak ci!
chciałeś naszą miłość zgnieść,
nasze słodkie koci-łapci,
że tak powiem, naszą płeć.

Na złość tobie wiosną Amor,
co sekrety różne zna,
ukołysze nas tak samo
w tym najsłodszym TRULLA LA.

*
Aktualnie jeszcze zima
(jakże nie lubimy zim!)
nasze zmysły w karbach trzyma
i rozkwitnąć nie da im;

ba, przez całą Europę,
zimno! krzyczy dziad i wnuk.
I zawieszam się jak sopel
pod okapem twoich nóg.

Lecz się nie martw, baronowo,
już przemija zima zła,
rozpoczniemy ach! na nowo
nasze słodkie TRULLA LA.

*
Dziś widziałem, to nie farsa
(Dosyć mamy takich fars!),
jak jamniczek twój zamarzał,
"ziuziu" krzyczał, łkał i marzł;

więc go wziąłem na rączyny,
owinąłem w ciepły puch.
O, jamniczku mój jedyny,
wycierpiałeś się za dwóch!

Na pierś moją marmurową
chodź, jamniczku, gdy ci źle.
A ty właśnie, baronowo,
swym jamniczkiem zowiesz mnie.

*
Czemu dni wesołe nie są,
czemu z oka płynie łza?
Cierpliwości, baronesso,
jeszcze miesiąc, jeszcze dwa,

a powrócą nasze święta
(jak najprędzej pragnąłbym),
szał zmysłowy się rozpęta,
huknie harfa: rym cym cym,

i pochłonie przepych kanap
purpurowe serca dwa,
w górę uszy, ukochana,
TRULLA,TRULLA,TRULLA LA.



I w wersji Kazika Staszewskiego:
http://www.youtube.com/watch?v=rQXlKccO89U"

poniedziałek, 15 lutego 2010

Wisława Szymborska, Wizerunek

Jeśli wybrańcy bogów umierają młodo,
co począć z resztą życia?
Starość jest jak przepaść,
Skoro młodość jest szczytem.

Nie ruszę się stąd.
Choćby na jednej nodze pozostanę młody.
Cienkimi jak pisk mysi wąsikami
Uczepiam się powietrza.
W tej pozycji rodzę się wciąż na nowo.
Nie znam innej sztuki.

Ale to zawsze będę ja:
Magiczne rękawiczki,
W klapie kotylion z pierwszej maskarady,
falset młodzieńczych manifestów,
Twarz ze snu szwaczki o krupierze,
Oczy, które lubiłem malować wycięte
i sypać nimi jak grochem ze strąka,
bo na ten widok drgały martwe uda
publicznej żaby.

Zdziwicie się i wy.
Zdziwicie się do stu tysięcy beczek Diogenesa,
Że biję go w pomysłach.
Zmówcie
wieczne rozpoczynanie.
To, co trzymam w palcach,
To są pająki, które maczam w tuszu
i rzucam je na płótno.
Znów jestem na świecie.
Zakwita nowy pępek
na brzuchu artysty.

poniedziałek, 25 stycznia 2010

Marcin Świetlicki - Pora śmierci choinek

                                                                 Oskar Dawicki, 

Styczeń, pora śmierci choinek. Trupy rozebrane
z łańcuchów i ozdóbek. Mnóstwo bohaterów
porzuconych na śniegu. Zapomniana gwiazda
pozostawiona, zaplątana między
łysiejące gałązki. Bez blasku.
Trzej królowie już w drodze powrotnej
i nic ich nie prowadzi. Wracają do swoich
rzezi. Dziś ostatni
okruch ze świątecznego ciasta dostał się pod nogi
i dzioby ptaków. To olbrzymie zwierzę, które wchodzi w takich
momentach rycząc: ZAMYKAMY!
KONIEC! KONIEC! Być może jest podłe
i godne nienawiści, ale przecież kiedyś,
gdy będziemy zmęczeni zachodami – wschodami,
lewą i prawą ręką, kocham cię – nie kocham,
będziemy je przyzywać – i gdy wreszcie przyjdzie
- przyjmiemy je z wdzięcznością.


(89)

czwartek, 31 grudnia 2009

Konstanty Ildefons Gałczyński - Na nowy rok pijmy grape-fruitowy sok

Eugeniusz Zak, Pijący chłopiec
                 


Przyzywam ciebie, Euterpe,
przyzywam ciebie. Muzo miła,
ciebie, coś w gąszczu moich cierpień
do wiatru mnie nie wystawiła;

ty, która w mróz czy w słodki sierpień
Honor mój jesteś. Śmiech i Siła,
o daj, niech z twego tchu zaczerpnę,
o Najtrzeźwiejsza Euterpe,
ja, nawrócony szaławiła.

Kto trochę zna mnie, powie: racja.
(Tutaj stosowna ilustracja).
Nastepuje noworoczny Hit otwarty do wyżej wspomnianych
niesłychanych zaplątanych szalonych
Już starożytny mędrzec Pizon
rzekł, że siwucha rzecz sobacza,
a ja, gdy spojrzę na horyzont,
widzę: zbyt wielu się zatacza;

tutaj, odwagę że mam w cenie,
cholewy by nie robić z pyska,
zataczających się wymienię
bez kompromisu, po nazwiskach:

a więc zatacza się: Ciburski,
Łękopinocki, Wniebomiński,
tak samo Piknik, Serodurski,
a nawet Józef Fędoliński;

zatacza również się: Binowicz,
Ulla-Równicki, Bomorowski,
Katalogowicz, Zaporowicz,
Gzowski i Bzowski, i Mmbrowski;

się zataczają także: Jański,
Łyński i Dziński, i Kurecki,
Buński i Biński, i Aański,
a już specjalnie Kostropecki,

nie wspomnę że: o Bobowiczu,
o Bańce, Mnńce i o Żońcy,
i o wyklętym Piorunkiewiczu,
i innych się zataczających -

wszystkich wice tutaj proszę w sali,
żeby się tak nie zataczali.
Sądzę, że każdy powie: racja!
(tu by stosowna ilustracja).

A teraz, idąc śmiało w ślady
pani Świrszczyńskiej-Deotymy,
wymienię wszystkie moje rady,
jakby uniknąć tej szkarady
u progu ślicznej polskiej zimy:
A więc przyroda w pierwszym rzędzie
niech dla pijaka wzorem będzie:

Czy pije bingo? Ani troszkę,
choćbyś go do wypicia zmuszał,
czy widział kto pijana pstroszkę
lub zalanego faramusza?
Również tak samo mądre sowy
i kura, która znosi jajo,
jak wiemy, skrzętnie omijają
szyld z hasłem POKÓJ ŚNIADANKOWY,
tu ze wzruszenia jestem niemy.
Czy ominiecie?
- Ominiemy.

Dziękuję panu, co rzekł "racja".
(tu by stosowna ilustracja).

Gdy znów sięgniemy do Pizona,
znajdziemy tysiąc innych recept,
by zgraja ta zapijaczona
nie zatonęła w wódki rzece,
są również XIEGI NATANSONA
PRZECIW PIJAŃSTWU, również P. C.
K. każdym słowem ciebie zgani,
jeśliś się oddal dipsomanii.

Co do mnie, rady mam najprostsze:
Wstań rano, umyj się, pogimna-
stykuj, prezencik nabądź siostrze,
ot, szalik, by nie drżała z zimna,
piosenkę jaką zanuć cioci,
pamiętaj: ciocia cię ozłoci
i powie: racja, racja, racja.
(Tu odpowiednia ilustracja).

Wszelako, na cóż szukać w książce
sposobów, by się nie truć wódą?
Gdy lato: popatrz na chrabąszcze,
gdy zima, ot, bałwana utocz
przed samą knajpą, bo ten system
do grobn wpędza oberżystę,
niech go szlag trafi z miejsca za to,
to on jest demoralizator!

(Scena z bałwanem ma swą grację,
proszę i tu o ilustrację).
Następuje refleksje tzw. filozoficzne
Mój Boże, gdybyż człowiek wiedział,
ile jest lepszych oszołomień
niż grzybki w occie, dzwonko śledzia,
niż wódki zielonawy płomień,
niż krupnik pod chrapy niedźwiedzia,
niż wszystkie świata gastronomie...
ja-wiem... więc się wyrzekam wina,
grunt: asceza i dyscyplina.

(Kamyczku, tuż przy tym "asceza"
zrób rysuneczek, robiąc zeza).

ZAKOŃCZENIE, CZYLI GROŹBA
Tak, tak, kochanie, bez wysiłku
jeszcze nie wzeszło żadne dzieło,
więc bacz, ażeby cię po tyłka
delirium tremens nie stuknęło.
Na co ci toto, powiedz sam,
ja cię ostrzegam. Ostrze. Gam.

Takim cytatem z xiedza Baki
kończę to nocne me poemko.
O, świta. O, się budzą ptaki.
O, gołąb się za oknem przemknął
na srebrną wróżbę, na złote drzwi
otwarte dla mej ojczyzny,
dla Lecha, Czecha, Rusa i
dla całej Słowiańszczyzny.
AMEN.

WSTAWKA ŚCIŚLE PRYWATNA
(A teraz, zanim włożę szlafmycę
i się pogrążę w sny tajemnicze,
jeszcze linijki w wierszu policzę
i zaprojektuję pomniczek).

FINAŁ, CZYLI PROJEKT
"ODSŁONIŁ SŁOŃCE, WYTRZEŹWIŁ ZIEMIĘ,
POLSKIE WYDAŁO GO PLEMIĘ".
Chór

Bravo, Bravissimo! Święta racja!
(i tu by również ilustracja).

piątek, 25 grudnia 2009

Konstanty Ildefons Gałczyński - Przed zapaleniem choinki

                 I
            Wstęp


Już się dzień jak tragarz pochyla.
Trzeba wyjść na miasto. Wigilia.
Trzeba się trochę powłóczyć
zamglonymi ulicami Krakowa.
A Kraków jest dama fędesjeklowa
w biżuterii świateł sztucznych. 

                  II
  Przemówienie do ulic

 (w mimowolnej formie piosenki) 

Siostry moje, ulice,
chcę wam dziś miłość wyznać:
wy jesteście moja ojczyzna,
mój deszcz i wiatr, i śnieg.
śnieg tak pachnie jak lilia,
deszcz jak wino upija,
idąc wami słyszę, jak mija
szalony XX wiek.
W dali, na wzgórzu przystanę,
gdzie miasto zaczarowane,
wy płyniecie tam ze mną, piękniejsze
od najpiękniejszych rzek.
Siostry sny zsyłające,
Siostry moje, ulice,
w dzień na szybach ze słońcem,
w noc z wiszącym księżycem.
W was puszczałem w rynsztokach
małe łódki z papieru,
o, złote dźwięków szuflady,
o, filharmonie szmeru.
Któż tak potrafi rzewnie
mgłami zasnuć i osnuć?
Któż tak do ucha szepnie:
"Nie smuć się, bracie, nie smuć".
Wiosną ptaszki i listki,
latem jest kurz złocisty,
jesienią koncert dżdżysty,
a zimą wiatr i śnieg
i śnieg tak pachnie jak lilia,
wiatr jak wino upija,
idąc wami słyszę, jak mija
szalony XX wiek.

(W ten sposób, pojmujecie,
mam milion sióstr na świecie,
bo w każdym mieście
jest moje szczęście:
ulice, ulice, ulice.) 

                 III
  Anormalny chiromanta

Gdzie wzejdzie Gwiazdka? w niebie.
Gdzie są dziewczyny? w sklepie.
Dziewczyny ciastka sprzedają.
W sklepie jest lepiej niż w niebie.
Właśnie do sklepu wszedł chiromanta
oraz chiromanty cień -
i rzecze chiromanta: "Niech da mi panna
dwa miliony rurek z kremem".

"Przepraszam pana. Bez głupich żartów.
Ile żąda dobrodziej?",
"Cztery miliony, a zresztą - nie warto".
I tak jak wszedł, Wychodzi. 

              IV
Straszne skutki pijaństwa


Ulicą jedzie dorożka,
dorożkarz jest wlany troszkę,
i w dodatku śpiewa ten nicpoń:
"Nie przesadzajmy z prohibicją...
Nie przesadzajmy... tararara..."
Więc wnet spotyka go kara:
nagłą śmiercią umiera na koźle.
Dobrze ci tak, stary ośle.
Koń łeb odwraca. Przez smutne oko
patrzy - o, dolo gorzka.
i mówi: "Jeszcze jeden dorożkarz
odszedł nie wiadomo dokąd".
A lekarz stwierdza. I dzwonią z dziennika.
A śnieg tańczy walczyka. 

                 V
80 strażaków i 1 (jedno) bluźnierstwo

Inną ulicą z wielkim wysiłkiem
tirli-bum-tiritomba
idą strażacy i tak przez pomyłkę
grają na pożyczonych trąbach:
JESTEM DZIŚ TAKI SENTYMENTALNY,
ŻE MÓGŁBYM SPRZEDAWAĆ ŁZY.
ADRESIK: HOTEL "FENOMENALNY"
POKÓJ NR 303.

I śnieg pada przez pomyłkę.
I topnieje na jezdni.
I wiatr wieje przez pomyłkę.
A inaczej było w przepowiedni.
Bo miało być słońce we dnie
i lekkie mgiełki z rana.
Oto są przepowiednie
świętego Korbiniana.
A tutaj śnieg monstrualny
i pada, i pada, i...
JESTEM DZIŚ TAKI SENTYMENTALNY,
ŻE MÓGŁBYM SPRZEDAWAĆ ŁZY. 

                       VI
                  Zamieć

Zamieć, zamieć na bożym świecie,
na całym świecie zamieć.
Śnieg, powiadacie? A cóż wy wiecie,
co to jest zamieć?
Strach? A cóż wy możecie poradzić
na taki strach?
Na śnieżnej chmurze jak na białym byku sadzi
tłusty Sebastian Bach.
Liryka, muzyka coraz to wyższa,
do nieba by się szło,
właśnie tak, gdym Bacha w zamieć słyszał
w Paryżu, w PALAIS CHAILLOT:
Organy w chmury, w chmurach cherubin
chmurom krzyczący. "Grajcie".
. . . . . . . . . . . . . . . . .
Wszystko, coś stracił, wszystko, coś zgubił,
w Bachu, bracie, odnajdziesz. 

                  VII
               Powrót


A podobno jest gdzieś ulica
(lecz jak tam dojść? którędy?)
ulica zdradzonego dzieciństwa,
ulica Wielkiej Kolędy.
Na ulicy tej taki znajomy,
w kurzu z węgla, nie w rajskim ogrodzie,
stoi dom jak inne domy,
dom, w którymżeś się urodził.
Ten sam stróż stoi przy bramie.
Przed bramą ten sam kamień.
Pyta stróż: "Gdzieś pan był tyle lat?"
"Wędrowałem przez głupi świat."
Więc na górę szybko po schodach.

poniedziałek, 14 grudnia 2009

Marcin Świetlicki - Wola Ludu

Krakowska narzeczona S. Sierakowskiego
(takiego telewizyjnego działacza młodzieżówki
komunistycznej) stwierdza, że w ogóle
nie powinienem pisać, że ostatnia książka
a i poprzednie są kompeltnie jej
niepotrzebne. Powinienem skończyć
z pisaniem i ze wszystkim, bowiem się skończyłem,
jak zauważyła owa krakowska narzeczona
S. Sierakowskiego.

Skąd ona bierze inspirację
do takiego projektu? Kto jej podyktował
ten projekt? Serce. Serce oraz rozum.
Na pewno ów S. Sierakowski starannie dobiera
współpracowników, ja tak mniemam.
Serce i rozum, to jest tom co ich wyróżnia.
Chociaż Dunin-Wąsowicz mówi, że się czepiam.

Krokowska narzeczona S. Sierakowskiego
mówi, że się skończyłem, że nie wolno mi
już pisać. Świetnie. Trzeba słuchać
głos ludu, trzeba się stosować
do ludowej mądrości. Mam projekt na przyszłe
lata: nie pisać dla was. Nareszcie odpocznę.
I tylko raz, którejś nocy, przyjdę jako koszmar,
który każe wam wstać, biec w nic
bezpowrotne.

poniedziałek, 23 listopada 2009

Marcin Świetlicki - Listopad, niemal koniec świata

Listopad, niemal koniec świata, kilka minut przed zmierzchem.
Schroniłem się w kawiarni, siadłem tyłem do światła.
Wolne? Zajęte - odpowiadam, rzucam kurtkę na to drugie krzesło.

Och, gotów jestem już wyjść z tego miasta, ręce wytrzeć o
liście, cały ten kurz, tłuszcz miasta
wytrzeć o liście, wyjdź ze mną, zobaczysz.

Znudzimy się i pozabijamy po tygodniu, ale pomyśl o tych
łunach, które pozostawimy za sobą, o tych wszystkich miejscach
i kobietach, mężczyznach; pomyśl - z jaką ulgą

będziemy krzyczeć w hotelowym pokoju, na najwyższym piętrze,
a nasze krzyki dotrą na pewno aż na
portiernię. Wolne? Już za chwilę będzie wolne - odpowiadam. Zmierzch.


http://www.youtube.com/watch?v=Q50Jnssea6s

środa, 11 listopada 2009

Wisława Szymborska - Nic dwa razy






Nic dwa razy się nie zdarza
i nie zdarzy. Z tej przyczyny
zrodziliśmy się bez wprawy
i pomrzemy bez rutyny.

Choćbyśmy uczniami byli
najtępszymi w szkole świata,
nie będziemy repetować
żadnej zimy ani lata.

Żaden dzień się nie powtórzy,
nie ma dwóch podobnych nocy,
dwóch tych samych pocałunków,
dwóch jednakich spojrzeń w oczy.

Wczoraj, kiedy twoje imię
ktoś wymówił przy mnie głośno,
tak mi było, jakby róża
przez otwarte wpadła okno.

Dziś, kiedy jesteśmy razem,
odwróciłam twarz ku ścianie.
Róża? Jak wygląda róża?
Czy to kwiat? A może kamień?

Czemu ty się, zła godzino,
z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
Jesteś - a więc musisz minąć.
Miniesz - a więc to jest piękne.

Uśmiechnięci, współobjęci
spróbujemy szukać zgody,
choć różnimy się od siebie
jak dwie krople czystej wody.

wtorek, 20 października 2009

Tadeusz Różewicz - Czołg - pomnik

Czołg
Pancerny czerep
na granitowym cokole
pomnik spalonych ludzi
wśród łagodnego zieleńca

Szanujcie zień i kwiaty

Tu przed dziesięciu laty
z pancernej wieży czarnej
wyskoczył płomień żywy
i krzycząc
gasł

Róże płoną
lasy stoją
w ciszę złocistą odziane
świecą imiona
odbudowanych miast

Szanujcie zieleń i kwiaty

I czcijcie płomień żywy
który za wolność tej ziemi
młody i jasny zgasł

sobota, 17 października 2009

Marcin Świetlicki - Pod wulkanem

Po zdjęciu czarnych okularów
ten świat przerażający jest tym bardziej.
Prawdziwy jest. Właściwe barwy
wpełzają we właściwe miejsca.
Wąż ślizga się po wszystkim, co napotka.
Właśnie nas dotknął.

Niczego o nas nie ma w Konstytucji.

Śnieg spadnie i zakryje wszystko.
Na razie widać jednak miasto
- czarną kość rozjaśnioną niekiedy światłami
maleńkich samochodów, usiadłem wysoko
i patrzę. Wieczór. Już zamknięte
wszystkie wesołe miasteczka.

Niczego o nas nie ma w Konstytucji.

Po zdjęciu czarnych okularów
ten świat przerażający jest tym bardziej.
Szedł z nami pies i śmierdział. Wszystkie dokumenty
uległy rozkładowi. Wszystko, co kochałem,
uległo rozkładowi. Jestem zdrów i cały.

Pod wulkanem
urodziło się
DZIECKO!